Najpierw pojechałem do prezesa oddać koszulkę klubową i do niego wyszła mi średnia ok 36km/h, zjadłem u niego naleśniczki i pojechaliśmy razem w Góry Stołowe itp. pod koniec zrobiło się już strasznie zimno, nieprzyjemnie i wietrznie ;/ po drodze oddałem miłej Pani w sklepie mały dług za sok którego bardzo kiedyś potrzebowałem ale mi brakło :D bo inaczej wtedy bym usechł, lub musiał bym znów pić ze strumienia( pamiętny maraton w Stroniu Śląskim) reszta trasy bez emocji..
ide śpioszkać ;)
Komentarze (12)
Koszulkę oddałeś, a spodenki, rower...? ;) Dobrze, że oddałeś kasę. Już ona Cię zapamięta. Następnym razem dostaniesz piciu gratis. :) Pozdrawiam - Czesiek Ps. To był dzień "oddawczy", a kiedy będzie "biorczy"? ;)
nie korzystam z bufetu, ale widziałem go... bo przy nim właśnie strzeliłem z koła temu co wygrał... mała mgiełka przed oczami i urwany oddech i ... to już można sobie samemu dopisać.. jak się traci na ostatnich 10km 2 min :D
Zielak znowu data Ci się ustawiła dzisiejsza a nie wczorajsza ;) W boguszowie widziałem zawodnika nabierającego wode ze strumienia. Widocznie na bufetach jest jeszcze mały wybór :D A u mnie dzisiaj 111km pozdr!