Jak szedłem po rower do garażu to osaczyła mnie chmara takich pieseczków :)
pełny po śniadaniu, pojechałem pojeździć, nie miałem dużo czasu bo jeszcze czekało nas "zwiedzanie" reszty rodziny a następnie powrót do domu. jazdę miałem monotonną i w silnym wietrze ;/
Wyjechałem zaraz po śniadaniu.. Mój cel to Jasna Góra i Zamek w Olsztynie.
myślałem że będzie to miła wycieczka, ale się myliłem... porywisty wiatr strasznie mnie sponiewierał, trafiłem tylko na Jasną Górę, zamku nie zobaczyłem, pomyliłem drogę i pojechałem na Tarnowskie Góry zamiast na Kielce. Błąkałem się troszkę po wioskach, aż trafiłem z powrotem do Częstochowy, a następnie do domu babci :) na kotleta :D
Wszystkiego NAJ NAJ NAJ z okazji Świąt i mocnej nogi!!
Wyskoczyłem dzisiaj rano przed święconką w teren, zatankować w źródełku troszkę wody ;) podczas jazdy myśli zaprzątały mi kurczaki i owieczki :D Zaraz po jeździe i święconce razem z rodzinką wyjechaliśmy do babci i dziadka w okolice Częstochowy(jakieś 30km) więc jutro jazda na Jasną Górę i okolice, mam ochotę na zamek w Ogrodzieńcu ale nie wiem jak się dzień potoczy, ze względu na zwały rodziny ;)
Szybko dzisiaj się wyszykowałem aby uniknąć ostatnich porządków przedświątecznych.
Zapowiadała się długa jazda, w słoneczku, bez wiatru...
ale do czasu.. :( nie jest zawsze aż tak pięknie, na 20 km zaszło słońce, jadę dolej pokonując przełęcz Puchaczówke 864 m n.p.m.(okolice Czarnej Góry), w miarę jak jechałem dalej wiatr się wzmagał, naganiając nieprzyjemnie siwe chmurki.. po drodze zahaczyłem o Kletno(znajduje się tam słynna jaskinia niedźwiedzia) wyjechałem na "prostą" i dawałem w stronę Kłodzka.. no i zaczął padać deszczyk, dla ochłody ;) w międzyczasie wciągnąłem banana, dwa banany ;) deszcz przestał padać po ok 30 min. jadąc śmignąłem jeszcze przez karłów(bardzo lubię ten podjazd, ale nie lubi,e tamtej nawierzchni-zmasakrowany asfalt) Jakieś 8km przed domem wyszło słoneczko :D ja to mam pecha
...i świeci do tej pory, już 3 godziny odkąd jestem w domu i chyba nie zamierza się schować :D
Dzisiaj wyjechał wcześnie o 8 rano, nie to co Kosma(6) czy Darecki(5) ale dla mnie to bardzo wcześnie;) nie miałem dzisiaj pracy to mogłem sobie na to pozwolić.
jeździłem głównie po górach bystrzyckich, mam na szczyt niedaleko, jakieś 3km od domu, na jednym zdjęciu widać moją wioseczkę.
Pojeździł bym sobie jeszcze troszkę ale złapałem kapciuszka i strasznie się zeźliłem i zjechałem na flaku do domu :(
z uśmiechem na twarzy szedłem po górala, niedawno przygotowywałem go na ten rok, ale nie założyłem linek, musiałem mieć smieszną minę jak o tym mi się przypomniało, hehe. no to zasiadłem szosówkę i śmignąłem do kłodzka po linki i pancerze, komplet na cały rower. wróciłem do domu i jeszcze pojechałem do Karłowa popatrzeć na góry Stołowe i oddać miłej Pani ze spożywczaka złotóweczkę, którą byłem jej winny po ostatnim wyjeździe w tamte tereny, w drodze powrotnej deszczyk, tak dla oczyszczenia i schłodzenia :D
Jutro drugie podejście do wyjazdu w teren: Góry Bystrzyckie:) droga Stanisława, Wieczność, źródełko i piękne lasy.
w sumie wyszło mi dzisiaj ok 137km, ponieważ przed startem objechałem jeszcze trasę 2 razy, a rundka miała 12,5km
Elita mężczyzn
1 Błażej Janiaczyk (Intel Action) 2 Daniel Czajkowski (DHL Author) 3 Paweł Mikulicz (Pacific) 4 Marek Maciejwski (Weltour) 5 Piotr Zaradny (DHL Author) 6 Marcin Gębka (Domin Sport)
Elita kobiet 1 Aleksandra Dawidowicz (Halls) 2 Anna Szafraniec (Halls) 3 Magdalena Sadłecka (Halls) 4 Maja Włoszczowska (Halls) 5 Bogumiła Matusiak (Primus)
. Na moim starcie po 5km była duża kraksa na zjeździe, rowery fruwały, przekleństwa sie sypały. Odpadłem z właściwej grupy w 3/4 trasy, a "peleton" przyjechał na metę bardzo uszczuplony, ok 40-45 zawodników, tempo było niesamowicie mocne, wiatr również bardzo przeszkadzał, wiało bardzo mocno, tworzyły sie ranty. Masa kraks, ucieczek, szosa jest niebezpieczna, nie to co MTB i maratonik ;) własne indywidualne tempo. Za tydzień start w Zielonej Górze.