1. z siostrą na pocztę, nie zapomnę jej cierpiącej miny i słów "zabije cię, zatłukę, gdzie ty mnie zawiiozłeś" hehe, ona nie lubi się przemęczać 2. to już moja właściwa po powrocie z poczty, przebrałem się w moje ciuszki i ruszyłem w moją ulubioną trasę w teren.
pzdr, nie wyszło tego dużo, ale i tak było pięknie :D
do pracy (równo-8km)a po pracy na jazdę po górach głównie boczną szosą, czułem się jak na Paryż - Roubaix, klamki dostały luzów:( jeździłem spokojne, jadłem i piłem mineralkę :)
wyjechałem szosówką i po 2 km na wirażu złapałem gumę, nie miałem nic przy sobie,(pomyślałem"ok, to się zawsze może zdarzyć") wróciłem do domu, nie chciało mi się zmieniać dętki więc wsiadłem na górala i popędziłem w stronę lasu, po paru minutach znowu..dziura.. wracam do domu... zmieniam... jadę ponownie.. ujechałem ok 1 km i usłyszałem krótki ale bardzo intensywne "ssss" tym razem w tylnym kole, oglądam a tu z boku dziurka średnicy ok 1cm w oponie, dętka cała porwana, zrywam z nerwów oponę i wracam na rawce do domu.
ale chociaż zrobiłem 1 zdjęcie :D 300m od domciu, jutro kupuje nowe opony, bo chyba te już dawno nadawały sie do wymiany.
Jak sobie jechałem z uśmiechem na twarzy wzdłuż granicy, lubię tamtą trasę, ponieważ ruch samochodowy jest znikomy, drogo super(widać to zresztą na zdjęciach) podjeżdżają na małe wzniesienie zobaczyłem dwa motory jadące z naprzeciwka, okazało się ze to strażnicy graniczni, zatrzymali mnie, zrobili wywiad, wypytali o wszystko mnie na koniec spisali :( za to że jechałem sobie, spokojnie! pfff :[ hehe pewnie myśleli że szmugluje narkotyki w bidonie :D a dalszej części trasy obyło się już bez większych hec. jedynie wolne stadko koni idące sobie dumnie po drodze bez ich pana, na nic nie zwracające uwagi, przejechałem i nawet mnie nie zauważyły.
Zgodnie z moimi wczorajszymi planami wybrałem się do Międzygórza, przyjemna "wioska" sympatycznie wciśnięta w góry, posiada własny klimacik, rzadko teraz spotykany w górskich kurortach.
dzisiaj się pobawiłem i porobiłem więcej fotek niż zazwyczaj, pogoda dopisała jak najbardziej, obyło się bez przygód, spokojna jazda z rogalem na twarzy ;D
po pracy pojechałem po rower(wczoraj pękła mi obejma podsiodłowa i przy okazji oddałem go do przeglądu) wróciłem do domu, zjadłem kotleta i pojechałem jeździć :D
miałem w planie zrobienie 4 dużych podjazdów, więc pojechałem przez Przełęcz Puchaczówka (864 m n.p.m.), zjechałem do Stronia, następnie do Lądka i zacząłem sie wspinać na kolejną górkę (szczyt ok 710 m n.p.m.) zjechałem do Złotego Stoku, zrobiłem kiepskie fotki ;/ zjadłem batonika i zabrałem się w drogę powrotną. noga dzisiaj mi się fajnie kręciła, pewnie dlatego że taka ładna pogoda :D:D a ta droga z Lądka do Złotego Stoku, jest super, przez ok 18km minęły mnie może 2-3 auta. nawierzchnia też w miarę, tylko jeździć, jeeeeeee:D
moja szosówka się rozpadła i dopiero jutro będzie na chodzie, więc wyjechałem sobie w moje ulubione górki Bystrzyckie,
Podjazd na Hutę przez "trójkąt" a następnie leśnym duktem w stronę zieleńca, zahaczyłem o kawałek trasy zeszłorocznego wyścigu BikeChallenge gdzie startowałem z moim klubowym kolegą Tomkiem. zdjęcia do zobaczenia TU z tego wyścigu. pojeździłem, pokręciłem i popodziwiałem lasy, które ostatnio bardzo mocno wycinają :(((